Urlopy wzięte, plecaki spakowane - czas na opuszczenie zatopionej w słońcu stolicy. Miało być przemyślane upychanie rzeczy w torbach, ale jak zwykle zabrakło czasu. Pierwszy odcinek naszej podróży rozpoczął się w istnie szaleńczym tempie.
Na wstępie napiszę, że głównymi bohaterami posta będą Patryk i Michalina. Mławsko-bielszczańskiej parze zabrakło kilkunastu sekund, aby spóźnić się na pociąg z Warszawy do Bielska-Białej. Koniec końców siedzą razem z nami w Express Intercity Premium (Pendolino). Przyczyn lastminutowego wejścia na pokład pociągu jest kilka - między innymi konieczność złożenia pracy licencjackiej w dziekanacie (Michalina). zapominalstwo (Patryk), głodomorstwo (Patryk)! No bo jak można nie zjeść soczystego burgera w tak długiej podróży?!
Z Warszawy Wschodniej (stacja początkowa) wyruszył Dawid. Gdy pociąg wjechał do Warszawy Centralnej, niemal pusty wagon i sylwetka Dawida wskazywały, że to ON jest królem w tym składzie. Nic z tego. Pociąg na "Centralnej" wypełnił się do ostatniego miejsca.
U mnie również "wariackie papiery". Rano odkładania od dawna wizyta kominiarza. Później pakowanie, wyjście z całym bagażem do pracy, następnie obowiązki zawodowe. Chwila oddechu podczas obiadu z A. A dalej znowu latanina, tym razem po starter i kropelkę (sic!). Dla kogo te ostatnie? Dla Patryka of course.
Planowany przyjazd do Bielska-Białej 19:19. Zdążymy na Polska-Niemcy. Jutro, wcześnie rano wyruszamy ze stolicy Podbeskidzia.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz