Wczoraj notatki nie było, ale czuję się usprawiedliwiony. Nie wiem czy istnieje określenie na samochodowego "jet lag'a", ale to właśnie dopadło naszą piątkę na francusko-włoskiej granicy.
Cudowne włoskie drogi zachwycały nas niemal przez całą noc. Długie tunele, które prowadziły przez wnętrza otaczających nas gór, co chwilę powodowały euforię. Natomiast, gdy ciemność już ustąpiła, jechaliśmy drogą wzdłuż zachodniego włoskiego wybrzeża. Wiadukty, które zbudowane zostały nad przepaściami wzbudzają emocje, a ich połączenie z błyszczącą od porannych promieni słońca wodą powoduje efekt "WOW".
Przed wjazdem do Francji zrobiliśmy sobie dłuższa przerwę na stacji benzynowej. Zjedliśmy śniadanie i doprowadziliśmy się do stanu używalności, aby za chwile móc jechać dalej. Daliśmy zmęczeniu kopa i do późnego wieczora, nie chcieliśmy o nim słyszeć.
Pierwszym celem zwiedzania Lazurowego Wybrzeża było Monako. Księstwo zachwyciło - szczególnie naszych niezmordowanych kierowców, którzy zręcznie manewrowali na wąskich, pozakręcanych dróżkach.
Monte Carlo ma dwa oblicza - z jednej strony zachwyca przepychem, z drugiej odpycha tandetą. Często jeden budynek, który jest architektonicznym majstersztykiem sąsiaduje z tandetnym, pozornie luksusowym blokiem. Gęstość zabudowy jest tak duża, że wszystkie parkingi znajdują się pod ziemią. Są one na tyle niskie, że mieliśmy dużą obawę, czy nasz mierzący 1,7 m samochód się zmieści bez zarysowania dachu. W podziemiach w Monte Carlo toczy się drugie życie - znajdują się tam między innymi galerie handlowe.
Kolejnym punktem podróży była Nicea. Przyjechaliśmy tam około 14. Byliśmy zdumieni, że w mieście, w którym rozgrywane są mecze Euro 2016 jest tak opustoszałe. Okazało się, że jakiekolwiek życie Nicei toczy się na nadmorskim bulwarze. Po obejrzeniu ulicznej lekcji tanga udaliśmy się właśnie w kierunku morza - tak, nie zabrakło pierwszego zanurzenia stóp. Nicea to miasto, w którym rzeczywiście widoczny jest miks ludzi różnych kultur, którzy tworzą społeczność tego miasta.
Po zwiedzaniu Nicei stwierdziliśmy, że czas najwyższy udać się na zasłużony spoczynek. Z kilkoma przygodami dojechaliśmy do Des Murés - uroczego kempingu niedaleko Saint-Tropez. Lazurowe wybrzeże zachwyca. Odpoczywamy!
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz